Sylwestrowy rejs po Adriatyku XII 2008 - I 2009

trasa:

Kaštel Gomilica
Hvar
Korčula
Dubrovnik
Split


zobacz: mapa z objaśnieniami

Klikaj na szpilki na mapie,
żeby zobaczyć nazwę miejsca.

Na początek dwa filmy zmontowane przeze mnie z materiału nakręconego przez uczestników rejsu:



Chorwacja
Po DOBIE spędzonej w autokarze witają nas chorwackie krajobrazy:

Chorwacja: typowy widok w górach

Chorwacja to wielki plac budowy
Kaštel Gomilica
Po wyjściu z autokaru przeżywam szok... A zasadniczo aż trzy szoki!
Szok nr 1: las masztów na tle gór. Niesamowity i niezapomniany dla mnie widok.
Szok nr 2: wielkość jachtów - nawet te najmniejsze były 2x większe od mazurskich łajb, do których byłam przyzwyczajona...
Szok nr 3: liczba katamaranów (chociaż śniących mi się ostatnio po nocach trimaranów jednak nie było ;-P )
W naszych marinach chyba jeszcze długo trzeba poczekać na takie widoczki ;-)

Katamarany wywołują postanowienie, że kiedyś NA PEWNO takim popłynę ;-D Na razie jednak, razem z resztą załogi, okrętuję się na naszym jachcie Bavaria 44 (dł. 13,95 m; szer. 4,25 m; pow. żagli 94 m2).

Kaštel Gomilica: las masztów... na tle Gór Dynarskich

Kaštel Gomilica: katamarany w marinie

Kambuz naszego jachtu Bavaria 44

Kambuz jachtu, za drzwiami widać moją kajutę

Nawigacja satelitarna w laptopie
Wyspa Hvar
Następnego dnia wczesnym rankiem wypływamy z Kaštelu Gomilica i wieczorem zawijamy do portu Hvar na wyspie o tej samej nazwie. Miasteczko wita nas przepięknie oświetlonymi palmami na bulwarze. Wszędzie widzimy świąteczno-sylwestrowe iluminacje. Robimy szybki klar na łodzi i idziemy zobaczyć widzoczny z mariny zamek na wzgórzu.

Płyniemy! :-)))

Hvar: palmy w porcie, a za nimi maszty naszych jachtów

Hvar: prawie jak Wenecja ;-)

Hvar: zamek widziany z mariny

Hvar: opuncje w roli żywopłotu (w drodze na zamek)

Hvar: kwitnące w grudniu bugenwille

Hvar: nocna panorama portu
Wyspa Korčula
Przed świtem wypływamy z Hvar, dzięki czemu podziwiamy piękny wschód słońca na Adriatyku. Wieczorem zawijamy do portu w Korčuli, który również jest pięknie oświetlony. Idziemy zobaczyć miasto oraz zjeść kolację do "komina", co po chorwacku oznacza restaurację z grillem. Zajadam się najlepszymi na świecie ośmiornicami z grilla :-D

Następnego ranka zauważamy zacumowany nieopodal nas katamaran, przez co moje postanowienie odbycia rejsu na takowym umacnia się ;-) Po śniadaniu uzupełniamy zapasy słodkiej wody oraz wina i piwa ;-) po czym idziemy zobaczyć to urocze miasteczko za dnia.

Wschód słońca na Adriatyku

Adriatyk: manicure pod żaglami ;-)

Korčula

Korčula

Korčula

Korčula: komin - najlepsze na świecie ośmiornice z grilla!

Korčula: katamaran w marinie

Korčula za dnia

Korčula

Urokliwe zakątki Korčuli

Korčula

Korčula: wewnętrzny dziedziniec domu na starówce

Korčula: na wąskich uliczkach domy zaglądają sobie w okna

Korčula: jedyna zieleń na ulicach to rośliny w donicach

Korčula: boisko do koszykówki na średniowiecznym dziedzińcu

Korčula: czasem posągi pełnią róźne funkcje ;-)

Korčula: Mikołaj z trabantami na motorówce

Korčula: Mikołaj z trabantami na motorówce

Korčula: Mikołaj z trabantami po zacumowaniu rozdają w porcie słodycze

Korčula: jeżowce na nabrzeżu

Korčula: jeżowce na nabrzeżu

Korčula: poławiacz ośmiornic

Korčula: ośmiornica wyłowiona przez poławiacza

Korčula: knajpka

Korčula: knajpka

Korčula: knajpka

Korčula: uzupełnione zapasy piwa ;-)

Płyniemy do Dubrovnika

Po zmierzchu rzucamy kotwicę w jakiejś przytulnej zatoczce i po kolacji sprawdzamy jakość zakupionego wina... ;-)
Podczas gdy załoga odsypia upojną noc na kotwicowisku ;-) niezmordowana wachta Kasia & Kasia już przed świtem wyciąga kotwicę, i obiera kurs na Dubrovnik, a w tzw. "międzyczasie" robi wszystkim na śniadanie NALEŚNIKI, które za karę dostajemy dopiero po zacumowaniu w dubrovnickiej marinie ;-)

Trzeba przyznać, że nasze jachty prezentowały się imponująco na tle zimujących dubrovnikowych motorówek i nielicznych małych żaglówek ;-) O tej porze roku do mariny na Starówce tylko zwariowani Polacy zawinęli na żaglach... ;-) Być może z tego powodu nasz manewr cumowania (podobnie jak śniadanie na pokładzie!), stał się prawdziwą atrakcją turystyczną dla znajdujących się wtedy w marinie wycieczek :-D

Małe wyjaśnienie: Jachty na dłuższy postój zatrzymują się przeważnie w "nowej marinie" kilkanaście km od Starówki, ponieważ w "starej marinie" nie ma łazienek! My mieliśmy po 2 łazienki na każdej łodzi i prawie pełne zbiorniki słodkiej wody, dlatego mogliśmy sobie pozwolić na cumowanie w samym sercu Dubrovnika :-)

Po śniadaniu idziemy zwiedzać miasto, w którym pełną parą trwają przygotowania do hucznej imprezy sylwestrowej, w której także zamierzamy uczestniczyć! :-DDD

Wykupujemy bilety na zwiedzanie murów obronnych, które otaczają calutkie stare miasto. Budowano je od XIII do XVII wieku, sięgają do 25 m wysokości i do 6 m szerokości. Rozpościerają się z nich niesamowite widoki. Wycieczka szczytem murów trwa ok. 3 godzin, a ja z każdym krokiem i widokiem zakochuję się w tym mieście coraz bardziej... Wiem, że na pewno będę tu wracać! :-)))

Kolejny wschód słońca na Adriatyku

Kurs na Dubrovnik!

Płyniemy do Dubrovnika

Marina w Dubrovniku: pusta

Dubrovnik: marina

Dubrovnik: marina

Dubrovnik: marina

Dubrovnik: nasze jachty wyglądały imponująco na tle jednostek zimujących w marinie

Dubrovnik: nasze jachty w marinie

Dubrovnik: nareszcie dostaliśmy NALEŚNIKI

Dubrovnik: widok z murów obronnych na marinę

Dubrovnik: w całości zachowane mury obronne - po dziś dzień otaczają całe Stare Miasto, a wycieczka na ich szczycie trwa ok. 3 godzin.

Dubrovnik: widok z murów obronnych na więzienie

Widok z morza na mury obronne Dubrovnika

Dubrovnik

Dubrovnik: ja w roli posągu na murach obronnych ;-)

Dubrovnik: widoki z murów obronnych

Dubrovnik

Dubrovnik

Dubrovnik: Pałac Rektorów - siedziba władz i rektora Republiki Dubrownickiej pochodząca z XV w., obecnie muzeum

Dubrovnik: kamienica na Starym Mieście

Dubrovnik: uliczki Starego Miasta

Dubrovnik: uliczki Starego Miasta

Dubrovnik: uliczki Starego Miasta

Dubrovnik: sylwestrowa kąpiel w Adriatyku

Dubrovnik: Placa (Stradun) wpisana na listę światowego dziedzictwa kulturowego UNESCO - miejsce sylwestrowej imprezy

Dubrovnik: muzycy już od południa grali na Placa (Stradun)

Dubrovnik: muzycy na Placa (Stradun)

Dubrovnik: rozbawieni turyści już nie mogą doczekać się sylwestrowej zabawy ;-)

Dubrovnik: oklaskując muzyków na Placa (Stradun)

Dubrovnik: z Mikołajem, który pełnił rolę konferansjera

Nad miastem zapada zmrok, a wszystkie budynki ubierają się w nocne iluminacje

Nasze jachty na tle nocnego Dubrovnika

Dubrovnik: rozgrzewka przed imprezą Sylwestrową ;-)

Dubrovnik: Placa opustaszała, chyba większość 'rogrzewa się' podobnie jak my ;-)

Dubrovnik: Stradun powoli się zapełnia

Dubrovnik: tłum turystów podczas imnprezy sylwestrowej na Placa (Stradun)

Dubrovnik: pokaz fajerwerków o północy trwał bez mała poł godziny!

Dubrovnik: pokaz sztucznych ogni w Sylwestrową noc

Dubrovnik o poranku w Nowy Rok 2009

Dubrovnik (Placa-Stradun) o poranku w Nowy Rok 2009: starówka została posprzątana BŁYSKAWICZNIE po całonocnej imprezie na której bawiło się kilka tysięcy osób!

Dubrovnik: Placa (Stradun) o poranku w Nowy Rok 2009
Powrót
Kursem powrotnym płyniemy non stop przez 1,5 dnia i 1 noc, żeby pokonać dystans, który poprzednio zajął nam 3,5 dnia.

Caluśki dzień Nowego Roku odsypiam imprezę sylwestrową, więc zdjęć nie ma :-P

W nocy dopada nas potworny sztorm: wieje jakieś 8-9 B, jest ciemno, zimno, mokro i huśta tak, że rzygają chyba wszyscy poza skiperem... W dodatku skończyło nam się paliwo i musimy płynąć na żaglu! Nigdy tej nocy nie zapomnę. Oczywiście nikomu nie było w głowie robienie zdjęć, więc ich nie ma.

2 stycznia wszyscy odsypiają koszmarną sztormową noc, a wieczorem cumujemy w macierzystej dla naszego jachtu Gomilicy. Dla odreagowania przeżyć robimy wypad do Splitu, a rano pakujemy sie do autokarów i wracamy do Polski.

Split: bulwar nocą

Śnieg w chorwackich górach przypomina, że ciągle trwa zima...
Dalmacja to przepiękna kraina, istny raj dla żeglarzy. Posiada ponad 1000 wysp, z czego 650 niezamieszkanych!
I taki Gałczyński mi się przypomniał:

"A ty mnie na wyspy szczęśliwe zawieź,
Wiatrem łagodnym włosy jak kwiaty rozwiej, zacałuj,
Ty mnie ukołysz i uśpij, snem muzykalnym zasyp, otumań,
We śnie na wyspach szczęśliwych nie przebudź ze snu.

Pokaż mi wody ogromne i wody ciche,
Rozmowy gwiazd na gałęziach pozwól mi słyszeć zielonych,
Dużo motyli mi pokaż, serca motyli przybliż i przytul,
Myśli spokojne ponad wodami pochyl miłością."

Ech... Adriatyk to jednak bardzo gorące morze... Morze miłości! ;-D